Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

30.08.2017
środa

Nowy Jork, lata 70. Znowu – wkrótce premiera „Kronik Times Square” Davida Simona w HBO

30 sierpnia 2017, środa,

Na nowy serial Davida Simona i George’a Pelecanosa, twórców ponadczasowego telewizyjnego majstersztyku „Prawo ulicy” („The Wire”), zawsze się czeka z wielkimi nadziejami – że będzie to coś więcej niż po prostu dobrze zrobiony serial. Może jednak należałoby obniżyć poprzeczkę? Wtedy „Kroniki Times Square” („The Deuce”) nie będą tak dużym rozczarowaniem.

„Kroniki…” to oparta na faktach historia transformacji seksbiznesu w Ameryce z uprawianego po bramach i hotelach na godziny nielegalnego procederu w wartą miliardy dolarów gałąź przemysłu rozrywkowego – z siecią pornokin, wypożyczalni wideo, sklepów, agencji i burdeli, w których za odpowiednią opłatą można zrealizować każdą fantazję seksualną.

Opowieść o tym, jak to się stało, że dziś seks sprzedaje wszystko, z dachówkami i nagrobkami włącznie.Akcja dzieje się w okolicach nowojorskiego Times Square (tytuł – dwójka – to potoczna nazwa 42. ulicy), akcja zaczyna się w 1971 r., w finale pierwszego sezonu, 8-odcinkowego, bohaterowie udają się na kinową premierę słynnego „Głębokiego gardła”, mamy więc rok 1972. Zamierzeniem twórców jest dociągnąć opowieść do lat 80. i epidemii AIDS. Czy im się uda?

Niewątpliwie cała ekipa zrobiła wiele, żeby się udało.

Od scenarzystów, którzy nie pominęli chyba żadnego aspektu zjawiska – jest sprzedaż i wyzysk kobiet, są skorumpowani policjanci, rosnąca w siłę mafia, wszechobecne narkotyki. Są alfonsi bardziej i mniej psychopatyczni, są prostytutki zombie i prostytutki przedsiębiorczynie (Maggie Gyllenhaal), jest też ambitna dziennikarka śledcza.A także inteligentna studentka, która ma świadomość, że sprzedaż i uprzedmiotowianie ludzi nie dotyczą jedynie branży płatnego seksu, ale całego amerykańskiego, kapitalistycznego społeczeństwa. Simon i Pelecanos jak zwykle poprzez szczegół mówią o ogóle, nie na darmo w pierwszej scenie serialu alfonsi dostrzegają w prezydencie USA kolegę po fachu, tyle że działającego na dużo większą skalę.

Głównym bohaterem jest tzw. zwykły człowiek, który próbuje zachować przyzwoitość w piekle i po prostu prowadzić bar. Tymże człowiekiem jest Vincent Martino mający brata bliźniaka – hazardzistę i cwaniaczka, który zmiany wita z uśmiechem i bez skrupułów stara się na nich zarobić. Obu gra James Franco, z wąsami, nieodłącznym zawadiackim uśmiechem i samouwielbieniem, które w roli Vincenta udaje mu się przekuć w urok osobisty targanego wątpliwościami bohatera.Wszystko to w scenerii Nowego Jorku lat 70., oddanej świetnie także w kostiumach i z dobrym aktorstwem – często w wykonaniu aktorów znanych z wcześniejszych produkcji Simona i Pelecanosa.

Jeśli to wszystko nie do końca wciąga i angażuje, to dlatego, że – po pierwsze – mimo wysiłków twórców czuje się tu jednak zapaszek wypracowania na temat. Po drugie zaś, niedawno podobną pracę w bardzo podobnych dekoracjach wykonali twórcy dwóch innych seriali.„Vinyl” (HBO) i „The Get Down” (Netflix) także działy się w Nowym Jorku lat 70. i także przy pomocy klimatów narkotykowo-mafijno-podziemnych opowiadały o narodzinach. Pierwszy – m.in. punk-rocka, drugi – hip-hopu. Teraz przyszła kolej na porno.

„Vinyl” i „The Get Down”, także zrealizowane z rozmachem i zaangażowaniem, także wykorzystujące fakty i rzeczywiste postacie i także mające duże ambicje, zakończyły żywot na pierwszych sezonach. Prawdę mówiąc, nic nie wskazuje na to, żeby z „Kronikami Times Square” miało być inaczej.

A może się mylę? Przekonajcie się sami: w HBOGO już można obejrzeć pilotowy odcinek, a 11 września (godz. 3.00 i 20.10) serial rusza na antenach HBO.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Po pierwszym odcinku „Kronik…” można odnieść wrażenie, że póki co najlepszym elementem serialu jest klimat, reszta, przynajmniej na razie, mocno się sypie. Brak tutaj spójnej fabuły, mamy raczej mozaikę, która przez 80 minut nie łączy się w całość. To duży minus, bo jakim cudem mamy zostać przy serialu, który nie ma intrygi, nie ma bohatera, a na dodatek nie ma montażu, będącego często bezosobowym spoiwem pozwalającym z wypiekami na twarzy śledzić co dalej…

css.php