Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Seryjni - Blog o serialach Seryjni - Blog o serialach Seryjni - Blog o serialach

28.11.2017
wtorek

Western „Godless” – XIX wiek na nowo

28 listopada 2017, wtorek,

Scott Frank z pomocą Stevena Soderbergha (produkcja) opowiada klasyczną westernową historię, dorzucając sporą garść nowości, jak miasteczko rządzone przez kobiety, czarnoskórych weteranów wojny z Indianami czy szeryfa, którego opuścił nawet własny cień. Finał to hołd złożony Quentinowi Tarantino. Warto!

Jest tu wszystko, czego można i należałoby się spodziewać po westernie – i to jest z pewnym naddatkiem, do potęgi. Jakby Netflix swoją pierwszą osadzoną w konwencji westernu produkcję chciał zrobić z przytupem i delikatnym przymrużeniem oka jednocześnie.

Od wspaniałych i odpowiednio dzikich widoków – siedem serialowych odcinków powstawało w okolicach Santa Fe. Przez konie, w których jeden z kluczowych bohaterów jest wręcz zakochany, a techniki ich obłaskawiania poznajemy bardzo, aż za dokładnie.Bandyci są naprawdę przerażający – ich wyczyny oglądamy tak, jak przyzwyczaił nas Tarantino, bez taryfy ulgowej. Do tego to nie Butch Cassidy i Sundance Kid, tylko masakrująca i terroryzująca miasta i miasteczka trzydziestoosobowa banda. Na której czele stoi równie psychopatyczny, co charyzmatyczny Frank Griffin (Jeff Daniels w fantastycznej formie), cytujący Biblię i Ksenofonta, ucznia Sokratesa, i… miłośnika koni.

Są Indianie, farmerzy, szeryfowie, dyliżanse, pociągi, saloony i burdele – choć ten ostatni z konieczności przerobiony niedawno na szkołę (za dawnym przeznaczeniem najbardziej wzdycha jego pracownica, obecnie przekwalifikowana na nauczycielkę).

Ale jest też mowa o białych Amerykanach napadających rodaków w indiańskim przebraniu dla łupu i gwałtu. Indianie bywają męczący, jeden z nich w pełni zasługują na imię: Stary Mądry Męczący Szoszon. Jest wioska czarnoskórych, uzbrojonych po zęby, i dumnych weteranów. Jest tracący wzrok szeryf z samobójczą misją.Jest w końcu La Belle, miasteczko, którego męska część (83 osoby) zginęła w katastrofie kopalni. Władzę przejęły więc kobiety i niektóre w nowych rolach odnalazły się naprawdę znakomicie.

I jest położona na uboczu farma Alice Fletcher (Michelle Dockery) – skłóconej z miasteczkiem wdowy mieszkającej z teściową Indianką i nastoletnim synem. Tam zjawi się pewnej burzliwej nocy tajemniczy uciekinier (Jack O’Connell) i ściągnie na farmę, La Belle i całą okolicę groźbę zagłady. Ta zaś wymusi specyficzne sojusze, nagłe przemiany, specyficzne kompromisy, przyspieszy dorastanie itd.Sporo tu świadomie używanych schematów, nie tylko westernowych. Wątek feministyczny tyleż cieszy oko i serce, co jednak także nie wychodzi poza pewne schematy.

Ale dla równowagi dostajemy całą serię wspaniale napisanych, nieoczywistych i złożonych bohaterów. We flashbackach poznamy ich przeszłość, dzięki czemu lepiej rozumiemy ich reakcje i decyzje. Jest też szczypta ironii, akurat tyle, żeby pokazać, że serial nie traktuje siebie i gatunku z przesadnym namaszczeniem, ale też bez przechyłu (no, może czasem, szczególnie w finale) w stronę pastiszu czy parodii.

Siedem godzin mija jak z bicza trzasł.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php