Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Seryjni - Blog o serialach Seryjni - Blog o serialach Seryjni - Blog o serialach
Carnival Row

18.09.2019
środa

„Carnival Row”, czyli fantasy społecznie zaangażowana

18 września 2019, środa,

Fantastyczna Republika Burgue i wojna ludzi o władanie krainą nimf to dla Amazona okazja do opowiedzenia o problemach współczesnego, rzeczywistego świata, takich jak podziały rasowe czy kryzys imigracyjny.

Na niektóre sprawy trzeba co prawda przymknąć oko. Zwłaszcza na Philo i Vignette, ich dość schematyczny i ckliwie prowadzony romans, na siłę wepchnięty do historii, by spełnić jakieś nieokreślone wymogi: dwoje atrakcyjnych ludzi w obsadzie musi mieć się ku sobie.

Trzeba też przymykać oczy na odgrywających te role Orlando Blooma i Carę Delavingne. Zwłaszcza na Blooma, który stanowi słownikową definicję „drewnianego” aktora. Jego partnerka również nie błyszczy, ale może to kwestia scen, które dla niej napisano.

Odsuwając na bok tych dwoje – serial „Carnival Row” może się okazać niezwykle ciekawy. Bo o ile showrunnerzy René Echevarria i Travis Beacham w przypadku wątku miłosnego poszli po linii najmniejszego oporu, o tyle już na poziomie światotwórstwa udało im się wykreować coś może nie oryginalnego, ale intrygującego i efektownego. „Carnival…” to bowiem tzw. urban fantasy, opowieść pełna magii i różnych ras, jak nimfy, akcja rozgrywa się jednak w mieście, wśród technologii, w cywilizacji nie quasi-średniowiecznej, ale raczej quasi-XIX-wiecznej. To tak jakby pomieszać „Tabu” z Tomem Hardym z „Wiedźminem”. (Trzeba dać serialowi szansę przynajmniej do trzeciego odcinka – tu światotwórczość wychodzi na pierwszy plan).Efekt intryguje. Jest aura niezwykłości unosząca się nad magicznymi elementami tego świata. Jest atmosfera noir w wątku kryminalnym, gdy inspektor Philo poszukuje mordercy, który najwyraźniej uwziął się na mieszkańców Burge. Dochodzi pewna nuta stylistyki „Downtown Abbey” w scenach z Imogen i jej bratem, czyli bogaczami, którzy wpadli w problemy finansowe.

Fantastyczna opowieść robi wiele, by „trzymać się” naszego świata, i to jest najciekawsze. Więcej niż wyraźne są analogie do kryzysu imigracyjnego, niezwykle silnie podkreślano podziały rasowe, a scena ze statkiem przewożącym uchodźców, który rozbija się na morzu, to niemal wprost wyłożenie przesłania tej produkcji. I nie jest to wada, lecz zaleta serialu – widz może się bardziej zaangażować. A na pewno bardziej, niż gdyby chodziło o kolejną wojnę między zmyślonymi krajami czy królestwami.„Carnival Row” więcej by zyskał, gdyby odszedł od tego, co bezpieczne i utarte, a skupił na tym, co oryginalne. Na razie jest „tylko” dobrze i ciekawie. Ale może być lepiej.

W Polsce „Carnival Row” można oglądać na Amazon Prime Video.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Moim zdaniem Bloom gra dokładnie tak jak mu napisano rolę. Trochę schematyczny umęczony bohater, sierota nie znający swojego pochodzenia, poharatany emocjonalnie i zamknięty w sobie. Może kreacja nie powala, ale sama postać na niewiele pozwala aktorowi.

    A Cara Delavingne w swojej roli świetna. Może trochę zawdzięcza to swojej dziwnej urodzie, bo bardzo łatwo uwierzyć że jest… elfem? (nie ma polskiego odpowiednika „pixie” tak jak nie ma odpowiednika ogólnego określenia „fey” czy „ferie” i tuzina podgatunków. bo to wszystko obca nam mitologia).

    ps. na IMDB pomimo średnich ocen krytyków ocena widzów jest powyżej 8/10.
    A seriale tego typu NIE są serialami dla krytyków. One są do oglądani i zanurzenia się w ponurej, zmysłowej baśni. Guilty pleasure czystej wody.

    ps2. dla oczytanych serial zawiera perełki, np. mnóstwo doniesień do „Snu Nocy Letniej”.

  2. Jeżeli chodzi o świat bardziej połączenie steampunk i fantasy.
    Steampunk odnajdziemy w takich produkcjach jak seria Sherlock Holmes ( film nie serial ), leciwym Bardzo dzikim Zachodzie z Smithem czy polskiej grze komputerowej Frost Punk.

css.php