Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Seryjni - Blog o serialach Seryjni - Blog o serialach Seryjni - Blog o serialach

18.12.2015
piątek

„Koniec dzieciństwa” – serial godny Arthura C. Clarke’a

18 grudnia 2015, piątek,

maxresdefaultStacja SyFy wyprodukowała ekranizację jednej z ważniejszych klasycznych powieści SF. „Koniec dzieciństwa” to udany miniserial, wyróżniający się na tle telewizyjnych produkcji fantastycznych.

Powieść Clarke’a, a więc i powstały na jej bazie serial, opisuje przybycie na Ziemię Obcych, których ludzie później zaczynają nazywać Zwierzchnikami (Overlords). Nie jest to inwazja (choć znajdą się tacy, którzy tak to nazywają), ale raczej przewodnictwo: oto ludzkość dowiaduje się, że zakończą się wojny, nastanie kres głodu, chorób i niesprawiedliwości.

Wszystko pod czujnym okiem Zwierzchników, których ogromne statki unoszą się nad wybranymi miastami na kuli ziemskiej (przy okazji zablokowany jest nasz ruch powietrzny). Nastaje Złota Era.

„Koniec dzieciństwa” to trzyodcinkowy miniserial, gdzie każdy epizod trwa około półtorej godziny; SyFy nie rozciągnęło fabuły Clarke’a, tak jak on podzieliła ją na trzy części. Tak naprawdę dostajemy więc filmową trylogię, tyle że realizowaną na potrzeby telewizji.

Trylogię, która jest jedną z lepszych produkcji fantastycznych ostatnich lat. To wyjątkowo dojrzała opowieść o Pierwszym Kontakcie i o utopii, czyli przede wszystkim o nas i o tym, jak reagujemy na wsparcie polegające na kierowaniu nami, jak przyjmujemy rozwiązanie wszystkich naszych problemów, jak ludzkość będzie radzić sobie bez wyzwań.

Czasu ekranowego jest tu sporo, więc widzimy całe spektrum ludzkich reakcji, również czasowo historia rozkłada się na wiele lat, widzimy więc różne etapy przemian. Arthur C. Clarke napisał świetną powieść – SyFy musiało tylko wykorzystać jego pomysły, co nastąpiło.

W „Końcu…” podobać się powinno przede wszystkim świetne operowanie napięciem, umiejętne prowadzenie opowieści o Zwierzchnikach, o ich tajemnicach, celach. Docenić należy jednak i stronę wizualną (efektów specjalnych wiele tu nie trzeba, ale te, które się pojawiają, wypadają wyjątkowo udanie), i obsadę, która sprawdza się może nie wybitnie, ale na poziomie powyżej telewizyjnej średniej.show_art_ChildhoodsEnd_0Czy serial ten przejdzie do historii jako jedna z Wielkich Produkcji? Raczej nie. Choć historia prowadzona jest dobrze, a do realizacji i aktorów trudno mieć uwagi, bez problemu można wyobrazić sobie pewne ulepszenia: aktorów z jeszcze wyższej półki (jest jeden, Charles Dance), jeszcze bardziej efektowne ujęcia z udziałem Zwierzchników, lepszy montaż czy jakkolwiek zapadającą w pamięć ścieżkę muzyczną. Bez tego też jest bardzo dobrze, ale jednak trudno zapomnieć, że oglądamy produkcję telewizyjną, a nie kinową.

„Koniec dzieciństwa” ma też tę zaletę, że cieszy nie tylko jako udany serial, ale również jako zapowiedź przyszłych produkcji SyFy, gdzie właśnie ta fabuła, jak i „The Expanse”, dają nadzieję, iż stacja udźwignie na przykład „Hyperiona” Dana Simmonsa, którego wkrótce ma ekranizować.

W Polsce „Koniec dzieciństwa” będzie można obejrzeć od 31 grudnia, na antenie Canal+ Seriale.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php