Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Seryjni - Blog o serialach Seryjni - Blog o serialach Seryjni - Blog o serialach

11.03.2019
poniedziałek

„Love, Death + Robots” – fantastyczne animacje dla dorosłych

11 marca 2019, poniedziałek,

Osiemnaście filmów krótkometrażowych przenosi widzów w najróżniejsze rejony wszechświata, przy okazji prezentując skalę możliwości współczesnej animacji. Tim Miller i David Fincher ekranizują w „Love…” fabuły współczesnych pisarzy fantastycznych.

Ekranizują opowiadania dotychczas przez twórców filmów czy seriali raczej pomijane (wyjątkiem choćby „Nowy początek” w reżyserii Denisa Villeneuve’a, oparty na „Historii twojego życia” Teda Chianga). Tymczasem zwłaszcza na polu fantastyki krótka forma od lat kwitnie, cechując się większą różnorodnością niż poddawany rygorowi „sprzedażowości” rynek powieści.

To właśnie w opowiadaniach pisarze i pisarki realizują często swoje najbardziej śmiałe pomysły, jak choćby wizja jogurtu, który przejmuje kontrolę nad światem – ta akurat posłużyła w „Love…” za materiał do realizacji krótkiego „When The Yogurt Took Over”.

Przy czym Tim Miller, wspomagany przez Davida Finchera, w swoim wyborze stawiał bardziej na autorów „wizualnych”, ewentualnie na świetnych w zaskakujących puentach niż tych tworzących najbardziej śmiałe fabuły, jak Peter Watts, Catherynne M. Valente, Ted Kosmatka czy ostatnio Sam J. Miller. Zatem na osiemnaście krótkometrażowych animacji składających się na „Love, Death + Robots” (z czego tylko dwie są oryginalnymi fabułami, nie ekranizacjami) po kilka powstało na bazie tekstów Johna Scalziego, Marko Kloosa czy Alastaira Reynoldsa, po jednym wybrano zaś z bogatego dorobku m.in. Kena Liu czy Michaela Swanwicka.Tim Miller (bo on jest twórcą „Love…”) stawiał więc na efektowność, pozwalając animatorom dawać prawdziwy popis swoich możliwości. Co też ważne, animacje łudząco podobne do scen z filmów albo sekwencje niczym z gier komputerowych towarzyszą tu historiom wyraźnie czerpiącym z anime, ale też krótkometrażówce, która wygląda jak kreskówka. (Niech to nikogo nie myli – produkcja kierowana jest wyłącznie do dorosłych).

Wiele z tych fabuł to wymówki, mniej lub bardziej sprawne, do przygotowywania uczty zwłaszcza dla oczu, czego przykładem olśniewające „Sonnie’s Edge”, rzadziej z kolei fantastyka wykorzystywana jest jako nośnik niezwykłych, niesamowitych historii – tu bryluje zwłaszcza wyśmienite „Beyond The Aquila Rift” na podstawie opowiadania „Poza konstelacją Orła” Alastaira Reynoldsa (w Polsce drukowanego w antologii „Kroki w nieznane 2009” pod redakcją Mirka Obarskiego).

Wspomniana różnorodność wizualna idzie w parze z bogactwem stylów fabularnych, od humoresek, przez lekkie science fiction z dobrą puentą, po psychodeliczne „The Witness” czy brutalno-realistyczne „The Secret War”.Składa się więc „Love, Death + Robots” z osiemnastu bardzo wyraziście różnych opowieści, wykorzystujących wiele technik animacji, dających też jakiś przekrój wyobraźni współczesnych autorów fantastycznych. Choć w największym stopniu jest ta produkcja portfolio studiów graficznych, w tym polskiego Platige Image (realizowali „Fish Night”) – co nie czyni jej zresztą mniej ciekawą.

„Love, Death + Robots” w Polsce dostępny będzie w serwisie Netflix. Premiera 15 marca.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php