Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Seryjni - Blog o serialach Seryjni - Blog o serialach Seryjni - Blog o serialach

21.10.2019
poniedziałek

„Daybreak”, czyli nastolatki, humor i apokalipsa

21 października 2019, poniedziałek,

Netflix zaskakuje świeżym, zabawnym, nieco dziwnym serialem. Opowieść o postapokaliptycznym świecie nastolatków zapowiada się na największy, choć niespodziewany hit roku.

(Niezbyt wierna) adaptacja komiksu Briana Ralpha przenosi do rzeczywistości podobnej do naszej – z tą różnicą, że dorośli w końcu solidnie skrewili i wysadzili świat w atomowym rozbłysku. W „nagrodę” każdy powyżej osiemnastki zamienił się z bezmózgie „ghule” (coś jak zombie, nie martwe, ale równie agresywne i niemrawe), a młodzież musiała zbudować nowy świat na gruzach starego. Powstała mieszanka „Mad Maxa” ze szkolnymi podziałami na „plemiona”, doprawiona sporą dozą brutalności.

W tym chaosie spotykamy Josha, który wśród ruin szuka miłości, dziewczyny imieniem Sam. Poszukiwania będą mu utrudniać ghule i polujący na niego ci mniej cywilizowani. A Josh będzie się do nas zwracał bezpośrednio, ze swadą opowiadając, że apokalipsa w sumie jest spoko i fajnie mu się żyje.

Taki jest „Daybreak” – dziwny i świadomy swej dziwności, rozgrywający klisze z opowieści o nastolatkach, zombie czy postapokalipsie, często idący im wbrew, w poprzek i w ogóle we wszystkie możliwe i kilka niemożliwych kierunków. To pełna humoru i uroku jazda bez trzymanki, zachwycająca i zadziwiająca jednocześnie.Nie da się odmówić serialowi tupetu, a twórcom odwagi, powiedzieć, że idą utartymi ścieżkami czy grają zachowawczo. Taka produkcja – ewidentnie wysokobudżetowa – była sporym ryzykiem. Które się jednak opłaciło, bo efekt to rzadka już dziś oryginalność.

Szukając porównań, trzeba by wskazać na „Zombieland”, opowieść o apokalipsie, z zombie i bohaterem-narratorem. Ale „Daybreak” idzie dalej. Narrator nie tylko opowiada, ale i jest świadom bycia w opowieści, popkultury (coś jak Deadpool). (Angaż m.in. Matthew Brodericka każe wskazać na pokrewieństwo z „Wolnym dniem Ferrisa Buellera”). Tym, co odróżnia „Daybreak” od wspomnianych produkcji, jest Sam, są wątki szkolne, sceny sprzed zniszczenia świata, pozwalające nie tylko na lepsze zaprezentowanie podwójnych oblicz większości bohaterów, ale przede wszystkim na lepsze zrozumienie Josha – trudno się bowiem w Sam nie zakochać.„Daybreak” narobi sporo szumu. To serial dla szerokiej publiczności, który w największym stopniu przemówi do nastolatków, ale przekona i starsze pokolenia.

W Polsce „Daybreak” do obejrzenia na Netflixie. Premiera 24 października.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php